.
a long journey through time and space
.
K – Kambodża, niektórzy mówili mi że tutaj znajdę resztki prawdziwej Azji, tej której nie ma już w Chinach, Tajlandii, Wietnamie i innych. Chyba się nie mylili.
Złapaliśmy poranny pociąg do Siem Reap, pociąg marzenie, z wiecznie uchylonymi oknami oraz nigdy nie zamkniętymi drzwiami. Całą podróż można przesiedzieć na zewnętrznych schodach wsłuchując się w hipnotyzujący dźwięk pociągu oraz poczuć się jak prawdziwy tramp rzucony w wir wędrówek.
K – Tajlandia to był szybki strzał.. dość zadaniowy, trochę wakacyjny. Przylatując wpada się w szlak którym podążają inni od którego ucieczka nie jest tak łatwa.
K- Thailand was quick….a lot of things to do but also some time to relax. It’s easy to follow the touristic path when going to Thailand and it’s really not easy to get away form it.
K – jest N! w BKK i jest energia w Tranquility magazine
K – there is N! and there is energy in Tranquility magazine
-
_
-
_
_
_
_
_
_
_
_
_
_
_
_
N- Jeżeli było Borneo to musiał być także wypad do Brunei. Naczytałam się o wielkim bogactwie tego kraju dlatego też oczekiwania miałam wygórowane. Bogactwo owszem jest , ale niestety jedynie w kieszeni Sułtana.
Nikt oczywiście złego słowa o nim nie powie, ale większość osób które tu poznaliśmy krótko podsumowuje swój kraj: ‘strasznie tu nudno’, ‘nie ma co robić’. Są powody- pić nie można, palić nie można. Nie ma klubów, imprez. Nie ma galerii, teatru. Jest kino, w którym podobno ‘słabo grają’. Nie wspominając też o tym, że wszystko jest tu dwa razy droższe niż w pozostałej części Borneo. Najlepszą więc rozrywką Brunejczyków jest jedzenie.
Naszą rozrywką okazała się wycieczka (nasza pierwsza płatna wycieczka z biura podróży ponieważ inaczej się nie dało) do parku narodowego (czyli lasu tropikalnego w pełnej formie) Ulu Temburong. Było wszystko co powinno być – nocny wypad po lesie w towarzystwie gryzących do krwi mrówek gigantów, chrząszcza śmierdziucha (taki owadzi skunks), kameleona, małp, niesamowitych owadzich dźwięków roznoszących się po całym lesie i innych ciekawostek. Czułam się jak osoba wierząca w wielkim kościele- malutka, bezbronna i przytłoczona wielkością tego miejsca. Pierwszy raz znalazłam się w miejscu w którym to nie człowiek rządzi tylko przyroda.
N- There was Borneo, there had to be also Brunei. I have read a lot about how rich this country was so I had pretty huge expectaions. Rich is, but only Sultan. Nobody of course would say a bad word about him but most of the people we met said the same about their country ‘it is a boring place’ and ‘there is nothing to do here. Fair enough – you can’t drink or smoke here. There are no clubs, no parties. No galleries or theatres. There is one cinema, where apparently there are ‘not many good shows’. Not mentioning the fact that Brunei is twice as expensive as the rest of Borneo. The biggest entertainment is here is eating.
Our entertainment turned out to be an organised trip (first paid trip we did during our travels as there was no other way) to the national park Ulu Temburong. We got everything we needed- a nightwalk through the forest together with bloodsucking giant ants, stinky beetles (some sort of insect skunk), cameleons, monkeys, incredible insect sounds and other curiosities. I felt like a believer in a big church – small, vulnerable and overwhelmed by the size of the place. First time I was in a place where not human rules but nature.
K – Prawdopodobnie wszędzie na świecie ludzie z ciepłych krajów mają to samo luźne, bezstresowe podejście do życia.. prawdopodobnie.
Dzisiaj oddaliśmy motocykl na którym jeździliśmy przez ostatni miesiąc po Borneo. Pracownik wypożyczalni pomimo niedziałającego prędkościomierza, rzężącego startera, bez zająknięcia oddał nam cały depozyt. Ucieszył się jak dziecko oraz dopytywał ile musi nam zwrócić pieniędzy gdy do kluczyków dorzuciłem mu zapasową żarówkę z tylnego “stopa”, którą kupiłem gdzieś po drodze – jadąc nocą mijaliśmy skuter bez tylnych świateł, oczywiście kierowcę zwymyślaliśmy od debili po czym na kolejnym postoju okazało się że my też jesteśmy do niego podobni.
Dwa tysiące kilometrów, sześćdziesiąt siedem litrów paliwa za sto dwadzieścia osiem złotych i czterdzieści cztery grosze, dwie żarówki za dwa złote każda. Odkrywaliśmy bezludne plaże, gdzie na golasa pędziliśmy na motorze. Przedzieraliśmy się przez bezdroża niewielkiej wyspy gdzie utknęliśmy podczas ulewy w środku dżungli odcięci od świata przez wezbraną rzekę zaatakowani przez krwiożercze pijawki.
Wszędzie spotykaliśmy się z ogromną życzliwością, prawdopodobnie ze względu na to że wyglądaliśmy jak cygański tabor – pranie suszyliśmy jadąc i byliśmy obładowani do granic możliwości.
_
_
_
_
_
_
_
_
_
_
K – Przedostaliśmy się z Chin do Malezji, od razu czuć delikatne rozprężenie, być może to kwestia temperatury, 44′C w dzień i 33′ w nocy. Celnik nawet nie spojrzał na mnie, podbił pieczątkę i kazał iść dalej.
Parę dni w Kuala Lumpur zupełnie wystarczy, polecieliśmy dalej na Borneo, z daleka od dużych miast.
N- Kuala Lumpur to totalny mix kulturowo-religijny! Muzułmanie, Chrześcijanie, Buddyści, Hinduiści – wszyscy żyją tu wydaje się w pełnej symbiozie. Z rana słychać hipnotyzujące nawoływania z meczetu, obok zaraz stoi wielka świątynia buddyjska a wieczorem widać grupkę osób wybierających się na mszę w kościele katolickim. Mieszkają tu ludzie z Chin, Indii, Filipin, Indonezji, Tajlandii a do tego spora grupa Amerykanów i ludzi z Europy. Każdy mówi po angielsku plus ciężko znaleźć tu nie-anglojęzyczny magazyn/książkę lub produkt. Dla mnie jest to wielka odmiana po kraju w którym rozmowa po angielsku zazwyczaj ograniczała się do ‘what is your name’ i ‘yes’ lub ‘no’ a zakupy w sklepie zawsze były wielkim wyzwaniem. Nie wspominając o braku różnorodności kulturowej bądź religijnej.
N- We made it from China all over to Malaysia, we feel more relaxed straight away, maybe it is because of the temp, 44 degrees during the day and 33 at night. Crossing the border was easy, nobody even looked at me.
Couple of days in Kuala Lumpur is more than enough, we went further to Borneo Island, away from a big city.
N- Kuala Lumpur is a total cultural and religious mix! Muslims, Buddhists, Christians, Hinduists – everyone seems to live here in an amazing symbiosis. You can hear calls from the mosque in the morning, next to it there is a massive Buddhist temple and in the evening, you can notice a group of Catholics going to the mass. People from all over the world live here – China, India, Philippines, Indonesia, Thailand and also a big group of Americans and people from Europe. Everyone speaks English and it is difficult to find a non-English magazine/newspaper or a product. It is a big change for me after living in a place where English conversation was restricted to ‘what is your name’ or ‘yes’ and ‘no’ and going shopping was always a big challenge. Not mentioning the lack of cultural or religious diversity.